środa, 17 kwietnia 2013

LUSTRZANE ODBICIE - SZPITAL DUSZ




 [Hospital for Souls - Bring me the Horizon]
{Trzymaj mnie blisko, 
 nie pozwól odejść, patrz jak płonę!
Trzymaj mnie blisko, 
nie pozwól odejść, patrz jak płonę!
Trzymaj mnie blisko, 
nie pozwól odejść, patrz jak płonę!
W tym szpitalu dla dusz.} 






Siedząc teraz na krzesełku, wpatrując się w swoje nędzne lustrzane odbicie nie mam pojęcia co mogłabym powiedzieć; jak zacząć. 
Szczerze? Nie mam nawet na to ochoty - siły. Jedyne co potrafię zrobić, to patrzeć na samą siebie po drugiej stronie lustra, która wpatruje się w mnie swoimi zielonymi oczami. Nie zwracam nawet uwagi na tą kolejną mnie - tą wredną - która spaceruje po pokoju zdenerwowanym krokiem. Odgłosy, które przy tym wydaje zostają zagłuszone przez głośną muzykę, która rozchodzi się po pokoju odbijając się od ścian i uderzając we mnie z większą siłą. 


{I wtedy zrozumiałem, jak trudno jest się zupełnie zmienić,
kiedy się zadomowisz, nawet piekło wydaje się miłym miejscem.
 
Nieważne jak bardzo masz przejebane, słońce powróci, 
a ty wrócisz na ziemię!
Zabawne jest to, że wszystko czego kiedykolwiek chciałem, 
już dawno posiadałem.
Przebłyski nieba są w każdym dniu, w każdym przyjacielu którego mam, 
w muzyce którą tworzę, w miłości którą czuję, 
Po prostu musiałem zacząć jeszcze raz.}



Dziś otworzyłam kolejne drzwi
Mały pokój, z małym krzesełkiem i lustrem. Nie ma tu nic innego, a i tak mam wrażenie, że za dużo rzeczy znajduje się w tym pomieszczeniu. 
Zerkam na szkliste, zielone oczy i podciągam kolana pod swoją klatkę piersiową, obejmując je swoimi ramionami. Widzę jak wredna ja krząta się za moim plecami, przemierzając pokój w tą i z powrotem.   


{Bo wszyscy idziemy samotnie pustymi schodami
O bezimiennych twarzach, bezczynni w korytarzach.}


"No co tak siedzisz, sierotko?"
Mimo, że jest kilka dobrych kroków za mną słyszę jej drwiący i mocny głos bardzo wyraźnie. Zupełnie jakby siedziała w mojej głowie.  
"Czuję się... Taka pusta i wyprana."
Mamroczę pod nosem bardzo cicho. Bardziej do siebie, niż do niej. Moje słowa gubią się gdzieś pomiędzy nutami. 
"Czuję się taka martwa."
 

{Po co odkrywać wszechświat
skoro nie znamy samych siebie?
W naszych głowach jest pustka
nad którą nikt nie odważy się zastanowić.}


Nadal tępo wpatruję się w coraz to bardziej szkliste zielone oczy. 
Zwykłe lustro, tak? 
"Czemu patrząc w lustrzane odbicie mnie samej widzę rzeczy, których inni nie zauważają? Czemu widzę tam zupełnie inną osobę? Czemu widzę tam swoją poranioną duszę?"
Szept wydobywa się z pomiędzy moich bladych warg, całkowicie gubiąc się w smętnej melodii. 
Przynajmniej mam pewność, że wredna wersja, drepcząca gdzieś tam w kącie, mnie nie usłyszy.
"Kim ja tak właściwie jestem?"



{Rzuć mnie w płomienie!
Patrz jak płonę!
Postaw mój świat w ogniu!
Patrz jak płonę!}



Widzę łzy, ale ich nie czuję. 
Widzę siebie, ale nie czuję, że jestem. 
Widzę ból... I go czuję. 
Nie przenoszę wzroku na postać za mną, która teraz opiera swoje dłonie o moje ramiona i zbliża swoją twarz mojego ucha. 
"Każde spojrzenie w lustro zostawia tam część smutku, bólu, cierpienia, rozpaczy i innych zatruwających nas uczuć. Z każdym spojrzeniem zostawiamy tam cząstkę siebie. Zostawiamy tam duszę. Pomyśl teraz, czemu zbijając lustro spotyka nas siedem lat nieszczęścia?"
Ze wszystkich sił staram się jej nie słuchać, ale ten głos po prostu rozbrzmiewa wewnątrz mnie i nie mam jak się przed nim bronić.
Ona odchodzi ze zwycięskim uśmiechem na twarzy, a ja nadal siedzę wpatrując się w szkliste oczy, wiedząc, że utwór zaraz się skończy, po to by zacząć rozbrzmiewać na nowo.
"Bo dzięki rozbiciu tafli cały ból i agonia wychodzą na światło dzienne, po długich latach siedzenia w ciemnościach po drugiej stronie."
Jej już nie ma, a ja zostaję zastanawiając się czy to ja udzieliłam tej odpowiedzi, czy może jednak ona.


{Trzymaj mnie blisko, 
nie pozwól odejść, patrz jak płonę!
W tym szpitalu dla dusz.} 


Zakuta w łańcuchy swoich marzeń.