czwartek, 4 kwietnia 2013

ZAKUTA W ŁAŃCUCHY





   Szurając bosymi stopami po drewnianej, zakurzonej i zniszczonej podłodze, przemierzając korytarz dziś rano zastanawiałam się jakie zamknięte drzwi wybrać. Bo w końcu te pierwsze muszą być w jakiś sposób wyjątkowe. I wtedy cichy szept rozbrzmiał tuż przy moim uchu, ginąc w pustkach holu.

"Wybierz 'Zakuta w łańcuchy', głupia."
Już otwierałam usta, by odpyskować tej nieco wredniejszej wersji mnie samej, gdy dotarło do mnie, że ona ma rację. Ma cholerną rację.
Przekręciłam więc tylko oczami i wyjęłam pęk kluczy. Zgrabnie i szybko znalazłam odpowiedni i włożyłam go do zamka łapiąc za zakurzoną, okrągłą klamkę.
Cichy chrzęst zardzewiałego metalu wywołał zimne dreszcze na całym moim ciele. Popchnęłam drewniane drzwi, które leniwie zaskrzypiały i przekroczyłam powoli próg.
Rozejrzałam się po zabrudzonym pomieszczeniu, które przeszło dość wiele. Podeszłam do okna, otwierając je. Świeże powietrze, co za ulga.
Ona już tam na mnie czekała. Jak zawsze, z resztą.
Podeszłam do zniszczonego krzesła tuż przy oknie i usiadłam na nim niepewnie, zerkając na nią przez lustrzaną taflę. Wisiała na sąsiedniej ścianie wwiercając we mnie swoje ciemne, wręcz czarne oczy. 
"Opowiedz nam o niej."
Poprosiła uprzejmie, uśmiechając się zachęcająco.
Wzięłam głęboki wdech i...
O to tu jestem, by Wam o niej opowiedzieć.

"Zakuta w łańcuchy swoich marzeń nazywa się Martyna. Tak, ona ma imię, nie patrz tak na mnie. Mała, wredna dobrze wiedziała co robi, karząc mi tu przyjść. Wypadałoby ją przedstawić, opowiedzieć coś o niej.
Zakuta w łańcuchy ma siedemnaście lat i wyprowadziła się ze swojego kraju jakieś trzy lata temu, by mieć szansę na normalne rodzinne życie.
Zostawiła tam wszystko, przyjaciół, rodzinę, wspomnienia. Jedyne co jej zostało to ten sierociniec, do którego ma dostęp w każdej chwili i jest zawsze mile widziana; o każdej porze dnia i nocy. Tu może robić co jej się żywnie podoba. To jej własność, jej świat.
Zakuta w łańcuchy z pozoru jest szarą myszką, jest nikim. Cicha, nieśmiała, spokojna, ale... Właśnie, ale. Jest taka tylko do czasu, wiecie? Bo w końcu przychodzi taki okres, że znajduje kogoś "swojego" i może się otworzyć zupełnie jak te drzwi, może być sobą. Bez skrępowania.
Jak już wiecie pozory często mylą. Każdy z nas się tego nauczył i pewnie doświadczył na swojej własnej skórze.
W środku jest trochę małą buntowniczką, która ciągle marudzi, narzeka i ma swoje humorki. Jednak mimo wszystkich wad na prawdę kocha swoich rodziców i przyjaciół. Zna wartość bratniej miłości i szczerze ją ceni.
Jaka jeszcze jest? Jest szalona, czasami. Jest zakochana w adrenalinie i najchętniej od razu wsiadła by na motor i ruszyła na przejażdżkę, a następnie skoczyła ze spadochronem. Na koniec, do dopełnienia swojego dnia wybrałaby się do ciemnego lasu na długi spacer.
Marzy o tatuażach, zwykła błahostka, która może wydawać się niczym specjalnym. Jest tolerancyjna - chyba czasami nawet aż za bardzo, bo ma straszną, ale to straszną obsesje na punkcie gejów i wszystkim co z nimi związane. Ma także kilku przyjaciół z innych krajów i nie przeszkadza jej fakt, że mają odmienny od jej, odcień skóry.
Zakuta w łańcuchy kocha także zwierzęta. Oddałaby za nie życie. Sama ma nawet psa - nic niezwykłego, zwyczajny czarny kundelek.
Kocha muzykę. Uczy się grać na gitarze i strasznie przy tym fałszuje, ale uwielbia to robić, tak po prostu.  W Sali Muzycznej z łatwością znajdziecie kilka jej ulubionych piosenek.
Ale, żeby nie było, że mówię same dobre rzeczy, to Zakuta jest leniwa. Ostatnimi czasy bardziej niż zwykle. Jest często oschła względem rodziców, których przecież kocha... Ach, nieładnie nieładnie, prawda? Zakuta jest zboczona i otwarcie rozmawia o seksie, co potrafi być NA PRAWDĘ irytujące.
Często sama nie wie czego chce. Łatwo się denerwuje i wyżywa się wtedy na najbliższych. A jeśli coś idzie nie po jej myśli, łatwiej jej jest zrzucić winę na kogoś innego.
Ale na dziś chyba dość o niej, bo czas ucieka - nie mam go zbyt wiele. Z pewnością jeszcze nie raz o niej usłyszycie i wybacz, że tak w trzeciej osobie, ale tak jest mi łatwiej spojrzeć na samą siebie. "

Kończę, uśmiechając się bezradnie do dziewczyny z lustra, która uważnie słuchała. Zupełnie jakby nigdy wcześniej nie słyszała tej historii.
Podnoszę się z krzesła i bez słowa idę w kierunku drzwi. Otwieram je, przekraczam próg, biorę głęboki oddech i... Zamykam je szczelnie, a następnie zakluczam.
No to pierwsze drzwi mamy z głowy, mogę wykreślić je z mojej listy.
Ponownie zaczynam szurać bosymi stopami po podłodze, kierując się do kuchni. Czas zacząć nowy dzień.
Cóż, widzimy się niedługo - tak sądzę.
Do zobaczenia przy kolejnych drzwiach, jeśli tylko będziecie chcieli wejść.

Zakuta w łańcuchy swoich marzeń.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz